piątek, 11 listopada 2011

Skarpetkowy Tarzan ?!

Made przebudziła się, nie zabardzo wiedziała gadzie jest bo to nie był ich pokój hotelowy w którym przebywali od dwuch dni lecz apartament z przepięknym widokiem na miasto. Poczuła wspaniały zapach jej ukochanej jajecznicy z bekonem i tostami z masłem. Może i jest to takie proste i nie zbyt orginalne danie ale zawsze gdy czuje ten zapach przypomina jej się beztroskie dzieciństwo u dziadków. Odkrywając kołdrę spojżała na swoje dłonie i zobaczyła przepiękny pierścionek z ogromnym brylantem. Wtedy zaczeło jej sie przypominac co się stało w nocy. Zawineła się w kołdrę bo dziwnie jej było chodzić po pokoju, który był pełęn okien. Zapewne nikt by jej nie zobaczył bo szyby były przyciemniane i na ostatnim piętrze. Wyszła z pokoju, przeszła przez salon i zobaczyła kiwającą się głowe Brendona z za blaty kuchennego. Nie chiała mu przeszkadzać więc usiadła na fotelu na przeciwko kuchni i zaczeła przyglądać się temu dziwnemu tańcu z patelnią. Bden tak się "zatańczył" że nawet nie zauważył jak idąć do lodówki spadł mu ręcznik który był przewiązany na biodrach i pozostał bez niczego. Madnie mogła się powstrzymać od śmiechu. Chłopak dopiero wtedy ją zauważył pomimo tego, że byli zaręczeni i już nie raz widzieli się nago zrobiło mu się głupio i niezręcznie. Stał wtedy naprzeciwko niej i zdezorientowany nie wiedział co ma zrobić. Made chcąć go pocieszyć wstała, opuściła kołdrę na podłogę i szybko do niego podbiegła, przytuliła się do niegoi zaczeła go całować. On chcąć to odwzajemnić, wziął ją na ręce wyłączył szybko kuchenkę i pobiegł z nią do sypialni. Rzucił ją na łóżko jak prawdziwy TARZAN. Mad sexownie ułożyła się na łóżku, kiwneła do niego palcem a on jak kot położył się na jej nogach, zaczął ją muskać wargami od stopy aż do części imtymnej każdej kobiety, ona bardziej chcąć podciągneła go za głowe do swojej głowy i oznajmiła mu niech chwile poczeka . "Jak tak bardzo chesz być Tarzanem to poczekaj na sowją Jane". Mad wyciągneła z ich ukochanego zestawu kajdanki i bez najmniejszego oporu przypieła Bdena z łóżkiem, oczy zawineła mu bandamą a sama szybko poszła się przebrać. Włożyła swój nowy strój i weszła do pokoju z biczem. Urie gdy usłyszał trzask uderzający trzask o podłogę już wiedział, że bedzie gorąco...

Po długim <cenzura> (piszę tak dlatego, że jeśli czytają to osoby o słabych nerwach, nie chce ich mieć na sumienu )
nowa zaręczona para zaczeła się zbierać bo dzisiaj mieli wyjeżdzać w dalszą trase. Żadnemu z nich sie nie chiało ale no cóż sława, pieniądze, fani tego wymagali. Made wyszła do toalety aby się doprowadzić do ładu a Bden zaczą sprzątać (czyt. wszystko zrzucić na łóżko a ktoś to posprząta). To tak Brendon niby to sprzątał a Mad zbierała ubrania aż tu nagle takie ździwnie...
-Ta ciekawe skąd to sie wzieło... napewno nie odemnie... to nie jest normalne...Brendon kochanie chodź tutaj...
-Tak?
-Co to ma być?!
-To?
-No tak.
-Moje nowe skarpetki.
-Ale kto normalny takie nosi ?
-No dużo ludzi.
-Np.? ty?dzieci ?
-No chyba też.
-Ale, że był na ciebie rozmiar O_O
-Wiesz ile ich szukałem...
-Brendon ale to dziecinne.
-No wiem ale to są teraz moje skarpetki!
-Ale masz zamiar w nich chodzić?! Tak po mieście ?!
-Tak i chce je założyć jutro na koncert.
-I prosze tylko mi nie mów że weźmiesz te spodnie do nich o których myśle.
-Tak a co ?
-Bden ja cie kiedyś zatłuke poprostu.
-Prosze tylko raz więcej nie bedę (słodkie oczy psa w wykonaniu Bdena jeszce słodsze)
-Dobrze ale tylko jeden jedyny raz! ...

Brendon kiwną głową i wyszedł z pokoju... Made już sama do siebie mówiąć - Ja wszystko rozumiem ADHD, itd, ale żeby skarpetki ze spangebob'em to już jest przesada. Ale jednak go kocham takiego... - Dziewczyna ich spakowała i wyszli z apartamętu z walizką, pierścionkiem i przepięknymi skarpetkami ze spangebob'em...



*Przepraszam, że tak długo poprostu brak weny... Dziekuje Wertyols za skarpety <3 :*

Prolog GŁOS ROZSĄDKU 1

Przyszła do niego nad ranem.

Weszła bardzo ostrożnie,cicho,stąpając bezszelestnie,płynąc przez komnatę jak widmo,jak zjawa,a jedyny dźwięk jaki towarzyszył jej ruchom,wydawała opończa,ocierająca się o naga skóre.A jednak ten właśnie nikły ledwie słyszalny szelest zbudził wiedźmina,a może tylko wyrwał z półsnu,w którym kołysał się monotonnie,jak gdyby z bezdennej toni,zawieszony pomiędzy dnem a powierzchnią spokojnego morza,pośród falujących leciutko pasemek morszczynu.

Nie poruszył się,nie drgnął nawet.Dziewczyna przyfruneła bliżej,zrzuciła opończe,powoli z wachaniemoparła zgięte kolana o krawędź łoża,Obserwował ją spod opuszczonych rzęs,nadal niezdradzając,że nei śpi.Dziewczyna ostrożnie wspieła się na posłanie, na niego,obejmując go udami.Wsparta na wyprężonych ramionach musnełą mu twarz włosami,które pachniały rumiankiem.Zdecydowana i jakby zneicierpliwiona pochyliła siędotkneła koniuszkiem piersi jego powieki,policzka,ust.Uśmiechnął się ujmując ją za ramiona,bardzo wolnym ruchem,osrożnie,delikatnie,Wyprostowała się,uciekając jego palcą,promieniująca,podświetlona,zatarta swym blaskiem w mglistej jasności świtu.Poruszył się ale stanowczym naciskiem obu dłoni zabroniła mu zmieny pozycji,lekkim,ale zdecydowanymi ruchami bioder domagała się odpowiedzi.

Odpowidział jej.Nie cofała się już przed jego dłońmi,odrzyciła głowę w tył,potrząsneła włosami.Jej skóra była

chłodna i zadziwiająco gładka.Oczy,które zobaczył,gdy zbliżyła twarz do jego twartz były wielkie i ciemne,jak oczy rusałki.

Kołysany utonął w rumiankowym morzu,które wzburzyło się i zaszumiało,zatraciwszy spokój.


*Andrzej Sapkowski - Wiedźmin "Ostatnie życzenie"

sobota, 5 listopada 2011

Made life...

Zacznę troche później niż ta historia miała swój początek.
Jestem teraz w trasie z chłopakami, nie mam za bardzo czasu żeby pisać ale gdy występują mam chwile dla siebie. Siadam sobie w garderobie i odpływam. Zapominam o planach, obowiązkach jestem sama. Całkiem sama w tej opuszczonej garderobie. To może zaczne od mojego ukochanego bruneta. Ma piękne wielkie brązowe oczy kocham jego małą zapuszczoną brudke i gdy układa ręką opadające włosy na oczy. Jeszcze kilkanaście miesięcy temu nawet nie pomyślałam, że będe z kimś takim którego widziałam tylko w teledyskach lub na zdjęciach. Może to dziwne ale gdy jestem przy nim kocham sie na niego wgapiać tak jak kiedyś na zdjęcia. Achhhh co za cudowie jest móc go mieć przy sobie. Teraz może opowiem o moim ukochanym przyjacielu. To właśnie przez niego poznałam sie z Brendonem. Dallon Weekes tak właśnie się nazywa. Gdyby nie on bym chyba nadal robiła zdjęcia do dowodów. Do zespołu należa jeszcze Spencer i Ian , też ich bardzo lubie ale własnie Bden i Dallon są najważniejszymi osobami w moim życiu.
Z Brendonem mieszkamy w LA jak reszta chłopaków. Jestesmy wszyscy ze sobą zżyci nie możemy wysiedzieć bez siebie nawet jednego dnia. Czasem jest tak że idziemy do kogoś i bez rozmowy zasypiamy na sobie. Często mają spotkania z fanami i robie im zdjęcia, później zaczyna sie oczywiście zbiorowe wybieranie. Brendon jak zwykle wyraża swoje zdanie, że i tak na każdym zdjęciu ma dziwną twarz i jemu to obojętne które wybierzemy ale i tak wszyscy wiedza, że chodzi mu o radość fanek. Bden nie opuścił chyba żadnej okazji żeby nie zrobić sobie zdjęcia z fanami lub z nimi nie pogadać. Bardzo często gdzieś wyjeźdzamy, mój brązowooki często mnie namawia żebyśmy pojechali na weekend do mojej rodziny do Londynu. Wiem, że to dla niego ważne żebym była w bliskim kontakcie z rodzicami ale wiem też że rozstanie z chłopakami było by załamaniem psychicznym dla nas wszystkich. Spotykam się tylko wtedy kiedy jesteśmy w trasie i odwiedzamy Anglie. Z Dallonem poznałam sie przez naszych rodziców, są dobrymi znajomymi na początku za sobą nie przepadaliśmy dopiero gdy mieliśmy po jakieś 18 lat dorośliśmy do siebie i zaczeliśmy gadać. Na początku myślałam, że będziemy razem bo dobrze sie dogadywaliśmy ale mieszkaliśmy nieco daleko od siebie i to by była poprostu parodia. Gdyby nie to, że pojechałam na studia do LA to chyba nigdy nie poznała bym się z Brendonem nie miałą bym tak cudownego życia jak teraz. Jest mi z tym dobrze mam Brendona, Dallona w każdej chwili moge zadzwonić do rodziców ale brakuje mi dziadków. Gdy mieszkałąm jescze w Angli siedziałam u nich całe wakacje a ostanio widziałam się z nimi jakieś 3 lata temu. Chce namówić chłopaków na specjalną trase po Polsce i myśle, że się zgodzą. Musze uruchomić swoje kontakty u mojej siostrzenicy może ma kogoś znajomego kto słucha padów. O! Chłopcy idą...

Madeee!! Kochanie! Brendon pocałował bardzo namiętnie Mad i zbytnio sie nie przejmował, że prawie ją rozbierał ale oni byli już przyzwyczajeni. Później przywitała sie z innymi chłopakami ale już tak bardziej normalnie. I jak tam koncert? -zapyatła Made. Dallon sie wyrwał i opowiadał jej przez jakieś bite 30 min. jak Brendon skakał po scenie i te inne rzeczy co już ją zabardzo nie interesowały. Cały czas była wpatrzona w Bdena i wiedziała co bedzie się szykowało w nocy. Achh jaką maiłą na niego ochote. Po wyjściu z garderoby i wypiciu jakiś 2 zgrzewek piwa przez wszystkich przenieśli sie do hotelu i rozeszli sie do swoich pokoi.
Made jeszcze dobrze nie zamkneła drzwi a już była na podłodze rozbierając sie z Brendonem.

Mad zbudziły lekkie muśnięcia ustami po jej kręgosłupie które kierowały się to jej twarzy. Dobrze wiedziała, że jak bedzie udawać, że spi to zrobi mu jeszcze wiekszą przyjemność. Nagle poczuła jego usta na swoich i bezwarunkowo zaczeła się z nim całować. To nie było zwyczajne całowanie, całowali się tak jak by miał być za chwile koniec świata a oni już nigdy mieli się nie spotkać.
Troche jescze to potrwało (czyt. w tym czasie powinni zjeść śniadanie i obiad i wypić angielską herbatke) po oczywiście wspólnej kompieli i zjedzeniu posiłku spotkali się z chłopakami i poszli na próbe. Made jak zwykle wzieła swój aparat bo jak by to było gdyby dziś nie dodali nowaych zdjęć z trasy fani by ja chyba rozszarpali. Po próbie wszyscy umówili się na mały clubing.
Ten ich clubing wcale nie był taki mały... Dobrze, że mieli 3 dni wolnego (przerwa w trasie) i mogli dobrze odpocząć. Mad o dziwo po imprezie wstała bardzo wcześnie pocałowała Bdena w policzek, zostawiła dla niego kartke z wyjaśneiniem i szybko wybiegła z pokoju hotelowego.
Brendon się przebudził zszokowany i lekko zamroczony zaczą szukać Mad. Nigdzie jej nie mógł znaleść dzwonił, pytał się wszystkich czy nikt jej nie widział. Po pewnym czasie podeszłą do niego pokojówka wyciągając do niego dłoń z kopertą. Brunet zdezorientowany nie wiedział o co kobiecie chodzi i zapytał się co ona od niego chce jeżeli chce mu zapłacić za sex to ma dziewczyne i nie jest męską dziwką żeby robić takie "rzeczy". Ona szybko zaprzeczyła i wyjaśniła mu, że znalazła to pod łóżkiem. Bdenowi zrobiło się głupio, podziękował pokojówce i daj jej napiwek o dość dużej sumie. Brendon szybko rozerwał koperte i wyciągną jej zawartość. Przeczytał to kilka razy bo niedowieżał temu co czyta. Kiedy do niego dotarło co się święci opadł na fotel i zaczą spokojnie oddychać po chwili zorientował się i pobiegł do swojego pokoju po portfel i wybiegł do jubielera, później wykupił całą restauracje i apartament w środku miasta wybrał się do sklepu po nowe ubrania i wrócił jak gdyby nic do hotelu na próbe...
Kiedy weszła tam Made Brendon poprosił chłopaków żeby już skończyć na dziś bo ma bardzo ważna sprawe do załatwienia. Oczywiście się zgodzili i tak by już nie mieli z niego wielkiego pożytku. Chłopak zeskoczył ze scenki, złapał Mad za dłoń i zaciągna ja do pokoju. Oznajmił jej, że dzisiaj zabiera ją na kolacje i nie ma żadnych wymówek. Dziewczyna oczywiście się zgodziła, przebrali się i Brendon zamówił taksówkę.
Made była dość zdziwiona, że nie ma gości ale to Bden on potrafi wszystko zaczeli jeść... Po chwili rozmowy Brendon wstał, uklękną przed Mad i ... 





*Przepraszam za wszelkie błędy i pisze poraz pierwszy takie coś i chce się sprawdzić piszcie wszystko w komentarzach. Z góry dzieki.